Tropem Gimnazjalisty
Jak szkoła nas zmieniła?
(I co z tego może dla nas wynikać…)
Autor: Zuzanna Baszyńska - klasa 3e
Gimnazjalne lata w naszym edukacyjnym curriculum vitae, to czas przełomowych doświadczeń – raz trudnych, innym razem przyjemnych, raz inspirujących do aktywności i czerpania z życia pełną garścią, innym razem skłaniających do refleksji o odpowiedzialności i umiarze.
Pojawiamy się murach gimnazjum pełni obaw, ale i nadziei. Dumni z faktu, że rozpoczynamy nowy etap naszej intelektualnej wędrówki, a podstawówkę i jej belfrów pożegnaliśmy radosnym "Do widzenia Wam, canto cantare!", nie stronimy od doznań towarzyskich. Najpierw więc, trochę jeszcze zagubieni, wyszukujemy z nadzieją twarzy koleżanek i kolegów z podstawówki lub choćby przedszkola (o ile je rozpoznamy!), by następnie, z właściwą naszemu pokoleniu ekscytacją i bezpośredniością, rozpocząć "łowy" na nowych znajomych do "Naszej-Klasy". Niekiedy towarzyszy temu stres, wynikający z bycia kotem, ale da się go przeżyć – przecież i kocurek ma pazurki, by się skutecznie bronić, a częstowana ironicznym uśmieszkiem kicia prędzej czy później staje się cool kumpelą, a więc spoko! Poza tym, to dobra lekcja życia – raz jeszcze przekonać się możemy, że to, co nowe i ciekawe, bywa niekiedy i troszkę niebezpieczne. Niebezpieczne, ale nam niestraszne – opanowaliśmy już przecież świetnie trudną życiową sztukę: nieupadania na duchu pod ciężarem nieżyczliwych spojrzeń czy kąśliwych uwag!
Oczywiście, te trzy lata to też wkuwanie wiedzy. Nie zawsze może jesteśmy tego w pełni świadomi w tej naszej codziennej gmatwaninie koleżeńskich, niekiedy i sercowych relacji oraz doraźnych, nie zawsze wyłącznie intelektualnych zmagań z belframi. Im jednak bliżej końca naszej gimnazjalnej edukacji, tym częściej i donośniej brzmi w uszach: "Czym główka w gimnazjum nie nasiąknie, tego w ogólniaku (technikum itp.) nie sprzeda". Mówimy więc sobie, starając się wykrzesać jak najwięcej entuzjazmu ze skrzydlatych słów byłego polskiego premiera: "Do roboty!!!". I po karnawale beztroski rozpoczynamy orkę na ugorze wiedzy, licząc, że może jednak lekką nam ona będzie… No i mając nadzieję na obfity plon, którym wkupimy się (bez kryminalnego przekupstwa!) w łaski dyrektorów wymarzonych szkół.
Okres nauki w gimnazjum to czas rozwijania własnych zainteresowań i wykuwania osobowości. W zależności od testowanych niemal na co dzień (któż nie chciałby być świetny ze wszystkiego, co tylko podoba się naszym rówieśnikom?) predyspozycji tańczymy, śpiewamy, gramy na instrumentach, trenujemy dyscypliny sportowe od A do Z, spotykamy się z żużlowymi ulubieńcami z myszką Miki na plastronie, ćwiczymy polemiczne ostrza naszych piór na łamach gazetki szkolnej itd. Odkrywamy też z mieszanymi uczuciami – raz to zawstydzenia i nieśmiałości, innym razem podekscytowania i euforii – że z ledwie opierzonych kaczątek przekształcamy się stopniowo, lecz zauważalnie, w młodziutkie wprawdzie, ale już naprawdę urocze łabędzie! Kusi nas, by tą dopiero co nabytą dumą napawać się w czarodziejskim zwierciadle jeziora łabędziego, kusi nas pragnienie majestatycznego lotu w przestworzach naszych młodzieńczych marzeń.
Łatwo, tak łatwo, się w tym radosnym świętowaniu naszej młodości pogubić! Pamiętajmy więc o potrzebnej nam odrobinie rozwagi, by czarowne jezioro nie przekształciło się w rwący ku przepaści wodospad, a błogi lot wyobraźni nie zakończył się twardym lądowaniem na nieżyczliwym nam terytorium. Przed nami jeszcze tyle życiowych wyzwań.
